61 views
*The Orville* ma w sobie więcej "Trekowości" niż *Discovery* i *Picard* razem wzięte, o filmach Abramsa to już nawet nie mówię. O ile w *Picard*zie jeszcze starali się jakoś przemycić te najistotniejsze dla mnie elementy ST, o tyle Disco robiło to chyba przypadkiem. Mnie w ST zawsze najbardziej przyciągało to, że pod przygodą, fazerami i kosmitami często czaiły się ciekawe zagadnienia filozoficzne, religijne, kulturalne, społeczne czy polityczne, nawet kosztem *akcji*. Jasne, te elementy które są najbardziej widoczne (okręty kosmiczne, uniformy, formuła samego serialu, Federacja i Unia Planetarna to w sumie bliźniacze twory) mogą nasuwać skojarzenia z bezczelnym plagiatem, a że to czasem **prymitywna** komedia to już w ogóle __świętokradztwo__ i __herezja__. Ale nie powiecie mi, że `ORV 1x3` *"About a Girl"* nie zmusił was do podobnych rozważań co `TNG 2x9` *"The Measure of a Man"*. Albo, `ORV 1x7` *"Majority Rule"* jako komentarz do obecnej dynamiki społecznej oscylującej wokół popularności w internecie i "lajków"? (*Tak, tak, wiem, Black Mirror też miał taki odcinek...*). Ja nie raz łapałem się na tym, że po seansie *Orville*'a musiałem dać sobie chwilę na analizę tego, co obejrzałem, po tym, jak już przestałem chichrać się jak norka. Spoglądając nieco bardziej obiektywnie - silną stroną `ORV` jest jego załoga - relacje między Edem Mercerem i jego *eks-żoną-ale-wciąż-ją-kocha-to-skomplikowane* Kelly Grayson są mechanizmem napędowym wielu zabawnych, ale często też i poważniejszych, a nawet dramatycznych sytuacji. Grimes i LaMarr służą za głównie komediowy duet ale i oni potrafią zaskoczyć. Alara jest przeurocza w sezonie piewszym, a zastępująca ją Talla jest twarda jak diament. Twardo stąpający po ziemi, niekomiczny Bortus to złoto samo w sobie porównywalne z Teal'ciem z SG-1. Ot, przykład taki: \- *W ładowni jest aligator. Zgniotłem go krzesłem.* \- *Skąd się tam wziął?* \- *Nie wiem. Nieistotne, już jest zgnieciony.* A Klyden jest tak dobrze zagrany, źe kocha się go nienawidzić za tę jego bigoterię. Całości dopełniają dr. Claire Finn - nieraz głos rozsądku w załodze, oraz Isaac, który swoim niezrozumieniem ludzkości dorównuje wczesnemu Dacie. Wszyscy rezonują ze sobą, każdy jest interesujący na swój sposób. Dorzucić do tego należy całościową, dającą się oglądać oprawę (ani pół Abramsowej flary, kolory są jasne, a nie wszystkobrązowe i mhrrrroczne) i scenarzystów z prawdziwego zdarzenia - fabuły zarówno poszczególnych odcinków jak i sezonowe wątki, choć nie jest ich dużo, trzymają się tzw. "kupy". Sam Seth MacFarlane mówił niejednokrotnie, że jest w sercu wielkim *Trekkie*, że chciałby zrobić Treka, ale nie wie, czy ktoś "*odważy się dać mu kluczyki do tego samochodu*". W 2009 roku młody James Tiberius Kirk ukradł samochód swojego ojczyma i zjechał nim z klifu. W 2017 Seth i spółka pokazali, że umieją robić dobrą motoryzację.